sobota, 22 lutego 2014

Within Temptation: Hydra - Recenzja

Człowiek od zawsze dąży do tego aby wyróżniać sie czymś z pośród tłumu. Jest na to wiele sposobów zaczyniając od stroju, poprzez sposób poruszania się po obranie filozofii życia itd. Indywidualizm jest niezwykle ceniony wśród artystów, gdyż jest to cecha która przyciąga do artysty odbiorców. Nie inaczej jest w przypadku muzyki. Takiego też mamy w niej az tak wiele przeróżnych stylów, a jednym z nich jest chociażby metal symfoniczny.
A przedstawicielem tego juz trochę obumarłego stylu jest omawaiany przeze mnie zespół Within Temptation. Grupa ta jest jedna z najpopularniejszych band grająch symfoniczny metal na świecie. Podczas swojej już prawie siedemnastoletniej kariery wydali pięć płyt studyjnych, natomiast szósta - najnowsza, o nazwie “Hydra” zaledwie trzy tygodnie temu ukazała sie w sklepach. Czy zatem warto zaprzątać sobie nia głowę? Cóż zaczym odpowiem na to pytanie musze koniecznie na wstepie przypomniec Wam kilka bardzo ważnych spraw zwiazanych z działalnością WT na przestrzeni kilkunatu ostatnich lat.
      Zacznijmy od pierwszych przech płyt zespołu-”Enter”, “Mother Earth” i “Silent Force”. Te trzy krążki cechowaly się połączeniem prawdziwego, naturalnego metalu z pieknym i niezwykle wysokim głosem wokalistki Sharon. Końcowo dawało to bardzo dobry i niezwykle intrygujący efekt. W tamtych czasach Sharon potrafiła czarować swoim głosem, który na nagraniach odbierany był za naturalny i głeboki. Ale cała magia polegała na tym aby ten wysoki głos ujażmić przy pomocy muzyki metalowej, co chłopcom z zespołu udawało sie znakowicie. Po przesłuchaniu takiej płyty człowiek wiedział że do czynienia miał nie z jakims tam słodkawym, cukierkowym brzdękoleniem, a z prawdziwym metalem. W 2007 roku zespół postanowił zmienić repertuar i od tamtej chwili przerzucił sie z surowego, naturalnego brzmienia na odmiane bardziej rzekłbym “pop-ową”. Od tamtego czasu minęło sześć lat a album “Hydra” jest trzecim “popowo-metalowym” krążkiem. Czy zmian ta była dobra, czy zła nie mnie oceniać, ale z pewnością można powiedzieć że dzieki tej zmianie zespół otworzył sie do szerszej widowni. Powróćmy zatem do pytania, czy warto posłuchać nowego krążka, a jeśli tak/nie to dlaczego? Trackliste jak to mam w zwyczaju przesłuchałem kilkakrotnie, a ze względu na ilość instrumentów użytych w każdym utworze pokusiłem się o odsłuch z kolumn. Po tych kilku dniach werdykt jest dość prosty, a zarazem dość smutny.
-”Panie, toż to jest słabe!”
       Zacznę od muzycznej strony, gdyz jest ona chyba najbardziej konrowersyjna. Sięgając umysłem do kilku lat wstecz pamietam czasy gdy głosowi Sharon akompaniowało jedynie kilka instrumentów, głównie gitary, perkusja i klawisze. Razem stanowiło to spójną i nierozerwalna całość. A dziś? Nie można odnieść wrażenia, ze do niemalże każdego kawałka wpakowano maksymalną ilośc instrumentów jaką tylko sie dało, przez co końcowy efekt jest niekiedy aż żenujący. Momętami dochodzi to do takich sytuacji, że aż nie można tego słuchać! Naprawdę, nie żartuję w tej chwili. Mało tego wszelkie gitary,czy tez klawisze są w odsłuchu sztuczne i przebarwione, co zasługą jest zapewne zbyt dużej ilośc założonych filtrów i wszelkich edycji w procesie post-produkcji. A najlepszym dowodem na to jest chociażby głos samej wokalistki, który z naturalnościa nie ma zbyt wiele wspólnego. Z drugiej natomiast strony, gdy spojrzymy na to okiem fana popu melodie zdaja sie Nam całkowicie spoko, pełne detali i przeróznych ciekawych przejść i uzypełnień. No dobra ale przejdzmy dalej do - tekstu.
       Wiecie za co lubie metal? Za niebanalne podejście do pisania tekstów. W tym typie muzyki nie ma miejsca na banalne wersy mówiące to ttym jak to ciężko byc nastolatkiem, o tym naj bardzo za tobą tęskię, o tym że wariuję gdy cie widzę itd, itd, ble, ble, ble. Metal jest taką odskocznią od tych wszystkich pustych, zwykłych codziennych kawałków które leca w radiu i czesto pozbawione sa większego sensu. Metal jest inny, tu liczy się siła, złość, gniew, obezwładniająca samotność, czy też bezsensownośc otaczającego Nas świata. Można by powiedzieć że to taka muzyka dla twardzieli i nie tylko. O czym natomiast jest “Hydra”? Nie ma co łudzic się. Dużo z metalu tutaj nie znajdziemy, za to typowo popowych tekstów jest aż zanatto. Jeden tekst jest o tym że biegnąc przed siebie nie oglądamy się i walczymy z przeciwnościami jakie stawia Nam los, drugi o tym że nie możemy znaleśc nigdzie swojego “raju”, a kolejne kilka przepełnione jest “wielkimi” słowami, które i tak w kontekscie całości nie maja żadnego sensu. Oczywiście są dwa, czy trzy ciekawsze kawalki, ale tak naprawde nic głębszego, zapadającego w pamięc nie znajdziemy tutaj. Patrząc na całość z pewnej odległości możemy łatwo dostrzec niemalże “symfoniczny” charakter płyty, lecz jest to tylko ułuda, bo przy pierwszym lepszym rozłożeniu na kawałki okazuje sie że nie ma ani jednej sprawnej części.
      Ani to metal, ani pop, więc co to jest? No właśnie na to pytanie próbowałem odpowiedziec sobie, w końcu odpowiedź nie jest w cale taka jednoznacza. Nie mniej jednak okresliłbym to jako: “przepełniony po brzegi instrumentami pop, z elementami rockowo-metalowymi, śpiewany przez wokaliste obdarowaną przez naturę wysokim i dżwięcznym głosem”.

Przejdźmy do ocen cząstkowych:
TEKST: 6/10
MUZYKA: 7/10
WOKAL: 5/10
INNOWACYJNOŚĆ: 4/10

Moja osobista, subiektywna ocena to:
5+/10