niedziela, 9 sierpnia 2015

Wielki Test słuchawek dokanałowych do 100 zł

Słuchawek dokanałowych w cenie do 100 zł jest obecnie wiele na rynku. Ja natomiast postanowiłem wybrać 7 najlepszych z nich i poddać ich bezpośredniemu testowi. Które zatem okazały się najlepsze? Zobaczmy!

     Podczas testu postanowiłem wziąć pod uwagę wiele aspektów. Poczynając od wyglądu, komfortu noszenia, ilości dodatkowych akcesoriów, poprzez trwałość materiałów, aż po jakoś dźwięku. Jako że są to tanie słuchawki i przez dużą większość osób używane będą wraz z smartfonem, więc postanowiłem że do testów posłuży mi mój ukochany iPhone. Przed przeczytaniem tego tekstu chciałbym uprzedzić, że wszelkie opisy dźwięku będą odnoszone do półki cenowej i nie należy porównywać ich do opisów o dużo droższych modeli. Postanowiłem że stworzę taki mały test słuchawek w których najważniejszy będzie współczynnik jakości do ceny.  Nie czekając, zaczynajmy!
SoundMagic ES18
Koszt: 49 zł
Po otwarciu pudełka ukazują się naszym oczom słuchawki, po parze dużych i małych gumek i .... to wszystko. Dość skromnie i budżetowo. Ogólnie dostępnych jest kilka kolorów słuchawek. Są zielone, czerwone, szare i srebrne. Ja trafiłem na te pierwsze.
Wtyk mini jacka jest kątowy co w tej cenie zasługuje na duże brawa, podobnie jak odpowiednie zabezpieczenie gumą przejścia pomiędzy wtykiem na kablem. Na minus niestety muszę zaliczyć jakość kabla, który w dotyku jest dość sztywny, tandetny i wydaje się wykonany z najtańszego tworzywa. Kabel w przeciwieństwie do innych słuchawek na całej swojej długości jest podwójny co jest niespotykanym już dziś zabiegiem. Kopułki są plastikowe, małe, lekkie i bardzo dobrze trzymają się w uszach. Dlatego tez nie będą sprawiały problemy gdy zimą założymy na głowę czapkę a w nocy przytulimy się do poduszki. Hmmm.... ciekawe jak to gra?
     Bas jest obszarowy, o małej ilości detali, nie potrafi zejść nisko, ani też mocno walnąć. Niskich rejestrów jest za dużo, ponadto często wychodzą poza swój obszar i zalewają inne pasmo. Powiem szczerze, że nie jestem przyzwyczajony do tak mocnej dominacji jednego pasma nad resztą. Średnica jest chuda, pozbawiona detali. Przytłumiona przez niekontrolowany bas, mocno zanika. Na szczęście średnica oraz góra nie jest ocieplona tak jak to bywa w Deltach. Wysokie rejestry to w przypadku ES18 zwykłe zbite w kupę dźwięki, mała rozdzielczość i naprawdę duża sybilizacja. Wokal jest bezpośredni, lecz bez "polotu". O scenie również nie można nic dobrego powiedzieć, jest bardzo mała, porównywalna do małego pokoju o wymiarach 3m x 2m. O ile mamy do czynienia z wokalista i pojedynczą gitara i odbiorcę przekazu, to jeszcze da się wytrzymać, ale spróbujcie na tak małej przestrzeni zebrać zespół metalowy - tragedia. Przeszkadza w tym przede wszystkim słaba separacja dźwięków. Dodatkowo słowo stereofonia dla tych słuchawek niemalże nie występuje. Nutę można słyszeć albo w lewej słuchawce, w prawej, lub w obu na raz. I tyle. Brak jakiejkolwiek przestrzeni. Nie mniej jednak doki te mogą spodobać się niektórym osobom jako słuchawki do biegania. Uogólniając, są to słuchawki funowe, o powiększonej ilości dolnych rejestrów, malutkiej scenie i braku separacji.
Brainwavz Delta
Koszt: 69 zł
W przeciwieństwie do ES18 tym razem na dzień dobry witają nas nie tylko słuchawki i gumki ale też klips do ubrania ( będzie trzymał nasze słuchawki w ryzach oraz niwelował efekt mikrofonowy ), oraz pianki Comply. Co prawda tylko w jednym (średnim) rozmiarze ale to i tak bardzo dobrze świadczy o producencie. W sprzedaży jest wersja biała oraz czarna. Mini jack jest "pseudo-kątowy", gdyż znajduje się on pod kątem około 30 stopni jest bardzo giętki co wg mnie jest świetnym rozwiązaniem gdyż biorąc pod uwagę dobre gumowe zabezpieczenie miejsca pomiędzy jackiem a kablem to raczej mało prawdopodobne że słuchawki pękną  się nam właśnie w tamtym miejscu. Kabel pomiędzy jackiem a łącznikiem jest miękki ale za to dość gruby i masywny. Podobnie jak i łącznik, który co prawda jest gruby i dość staromodnie wyglądający ale za to spełnia swoje zadanie w 100%. To co mnie mocno zdziwiło, to fakt że słuchawki są również dobrze zabezpieczone pomiędzy kopułkami a kablem. To wszystko potwierdziło mnie w przekonaniu,że są to naprawdę dobrze wykonane doki. Na koniec chciałbym tylko wspomnieć, że podobnie jak w ES18 kopułki są małe i całe wchodzą do uszu, ale w przeciwieństwie do innych słuchawek dobrze tłumią dźwięki z zewnątrz.
     Bas jest rzeczywiście lepszej jakości niż ten koszmar z ES18. Po pierwsze potrafi zajść nisko, po drugie jest bardziej "mięsny", a po trzecie posiada więcej detali i jest dynamiczniejszy. To co bardzo się mi spodobało to umiejętność niskich rejestrów do mocnego "pierdolnięcia" tam gdzie trzeba, bassheadzi będą wniebowzięci. Nie mniej jednak jest go za dużo i niekiedy przesłania inne pasma. Średnica jest również dynamiczna, wypełniona detalami i w dodatku dość szeroka. Słabo niestety wypada góra, która jest mała i posiada lekko przytłumione nieczyste dźwięki, oraz kłującą sybilizacje.  Scena i stereofonia są jak na cenę 69 złotych naprawdę dobre. A dzięki należytej separacji można bez problemu rozróżniać poszczególne instrumenty. Podsumowując, są to funowe słuchawki, przy których nie jeden będzie się dobrze bawił. Bez problemu można na nich słuchać SoundMagiców i cieszyć się o klasę lepsza muzyką. To minusów niestety trzeba dodać słaba górę oraz ocieplenie wszystkich pasm.

Snab Overtone EP-81M
Koszt: 69 zł (59 zł wersja bez mikrofonu)
Są to jedyne słuchawki w zestawieniu do których producent postanowił dodać eleganckie mocne, okrągłe etui. Niby nic niezwykłego ale zapewniam że słuchawki noszone w etui zamiast luzem w kieszeni przeżywają o dużo dłużej. Oprócz słuchawek i etui dostaniemy także klips,  3 komplety gumek i co najważniejsze jeden komplet produkowanych przez Snaba pianek, które gdy się powycierają to zawsze za śmieszne wręcz pieniądze możemy dokupić ( 3 pary pianek kosztują około 19 zł ). Co prawda nie są tak dobrej jakości jak Comply,ale  świetnie sprawują się gdy potrzebujemy dobrego tłumienia. Podobnie jak inne słuchawki te posiadają kątowy mini jack, który jest należycie zabezpieczony przed urwaniem. Sam kabel jest co prawda dość gruby i mocny ale za to wcale nie trudno go uszkodzić na łączeniach z mikrofonem oraz tuż przy kopułkach. Te ostatnie są większe od Brainwavzów, oraz Soundmagiców, ale za to wykonane są z ładnego metalu. Doki dobrze leżą w uszach, aczkolwiek nie radziłbym ich używać wraz z zimowym nakryciem głowy, gdyż mogą one lekko uwierać.
     Są to pod względem dźwięku słuchawki jedyne w swoim rodzaju. Czemu? Mają o dużo suchszy bas od jakichkolwiek innych doków z tego testu. jest on czysty, mocny i potrafi zejść dość nisko, a zarazem mocno walnąć gdy tylko tego trzeba. Co prawda jest go trochę więcej niż innych pasm ale nie przysłania ich,  jak to maja w zwyczaju tanie dokanalówki. Są  lekko naturalne, posiadają miłą dla ucha średnicę, która potrafi zagrać przestrzennie. Wysokie pasma niestety nie potrafią wystarczająco wysoko wejść, brak im odpowiedniego pazura, dodatkowo maja słabą separację, gubią instrumenty, przez co potrafią zepsuć niektóre odsłuchiwane utwory. Wokal jest suchy i bezpośredni, Fajnie uzupełnia średnicę. Niestety doki te również posiadają zbyt mocną sybilizację, czyżby było to cechą  wszystkich tanich słuchawek? Scenę i stereofonie muszę ustawić pomiędzy Deltami, a ES18. Nie nadają się do cięższych i szybszych kawałków ( np. Enter Sandman ), a to ze względu na słaba sybilizację i zbyt mała dynamikę. Doki te miewają także niekiedy dziwna przypadłość podczas której cały dźwięk jest jak gdyby lekko przysłonięty, wychodzący zza lekkiej kotary.  Są to bardzo ciekawe słuchawki, z jednej strony maja dominujący bass i słabą górę a jednocześnie są one suche i czyste w odbiorze. Dlatego warto zakupić je chociażby ze względu na ich wyjątkowy charakter. Dobrze zagrały Elvisa Preslaya, czy chociażby wolniejsze kawałki 5 Seconds of Summer.
Brainwavz Alpha
Koszt: 79 zł
Są droższe od swojej siostry o 10 zł i szczerze nie wiem czemu. Posiadają takie samo wyposażenie, a jedyne różnice są w wyglądzie. Model ten jest lżejszy od Delt, ale gorzej zabezpieczony przed urazami mechanicznymi. Kopułki są większe i mniej starannie zrobione. W czym w takim razie tkwi różnica cenowa? Może w dźwięku?
     Bas jest naprawdę dużo i niekiedy zalewa inne pasma. Jednocześnie niskie rejestry nie mogą pochwalić się niczym pozytywnym, często kłują w uszy.  Nie potrafią nisko zejść, a także posiadają małą ilość detali. O dziwo średnica nie jest przykryta przez bas. Wysokich dźwięków nie da się po prostu słuchać. Są rozmyte i puste. Sybilizacja jest na podobnym poziomie co w ES18. Wokal jest bezpośredni, bardzo bliski odbiorcy. Na plus zasługuje scena, oraz stereofonia, która miło mnie zaskoczyła. Po całości natomiast zawiodła separacja i dynamika. Na tych dokach nie da sie słuchać żadnej szybszej piosenki. Alphy to bardzo dziwne słuchawki. Droższe od swoich koleżanek a sporo gorsze praktycznie pod każdym względem.
SoundMagic PL11
Koszt: 80 zł
Gdybym miał nazwać jednym zdaniem te słuchawki to byłoby to "Podrasowane ES18" I jest w tym wiele prawdy, gdyż prześcigają swoich tańszych braci pod każdym względem. W zestawi dostajemy słuchawki, klips, dwie pary dodatkowych gumek, oraz co ciekawe skóropodobne etui. Jest ono średniej jakości. W środku ma dużo miejsca więc oprócz doków schować można np. dodatkowe gumki lub nieduży odtwarzacz, ale za to słabo chronią przed uszkodzeniami. Nieduże różnice dostrzec można również w budowie. Kabel nie jest już podwójny i w dodatku dość lekki i nawet nieźle zabezpieczony. Głowice co prawda są większe i cięższe, ale za to ładniejsze i staranniej zaprojektowane. Do ucha wchodzą całe, ale za to trudno rozróżnić która głowica jest lewa, a która prawa.
     Są to słuchawki troszeczkę ocieplone na całym pasmie, ogólnie dość wyrównany z lekko powiększoną ilością dolnych rejestrów. Bas jest głęboki, dość detaliczny, lecz mało dynamiczny.
Średnica jest podobna jak w Deltach lecz nie jest tak bardzo ocieplona. Wokal ponownie bezpośredni, ze średnią detalicznością. Wyższe rejestry słabe i mocną sybilizacją. Scena jest podobna do tej w EP-81, a stereofonia do Delt. Dodatkowo w większości przypadków nad całym pasmem rozłożona jest leciutka aura, która sprawia,że dźwięk jest trochę pośredni i nie do końca dobrze słyszalny. Słuchawki ładnie zagrały Royals Lorde, ale już Metallice nie podobały, gubiąc się w co drugim utworze.
Xiaomi Piston V2
Koszt: 99 zł
Już od pierwszej chwili widać mocną różnicę w wykonaniu ich w stosunku do innych słuchawek z tego testu. po pierwsze - opakowanie. Jest ono małe, prawie sześcienne. Po otwarciu mamy wrażenie, że obcujemy z o dużo droższym produktem. Słuchawki ( są dostępne w dwóch kolorach: białym i czarnym) owinięte są na gumowy stelaż, który w czarnej wersji pachnie czekoladą. Pod nim znajdziemy ładnie poukładane dodatkowe gumki w kilku rozmiarach oraz sprytnie umiejscowiony, metalowy klips. Doki te są według mnie najładniejszymi słuchawkami z całej siódemki. Pozłacany, metalowy mini jack udekorowany został malutkimi, prawie niewidocznymi pierścieniami, które znajdziemy również na łączniku. Kabel jest pokryty kewlarem - bardzo trwałym materiałem. Kopułki natomiast to istne dzieło sztuki. Małe, metalowe, podobnie jak inne części pokryte małymi pierścieniami i ozdobione różnymi detalami są dowodem na to, że nawet w najniższej półce cenowej można stworzyć coś pięknego. Warto zaznaczyć że przyciski na mikrofonie w przypadku iPhona działają tylko na zasadzie stop/start oraz odbierania rozmów. Jedyna rzecz do której się przyczepię to łączenie pomiędzy prostym jackiem a kablem, które po kilku miesiącach używania może po prostu się uszkodzić.
     Co tu dużo mówić pistony to inna liga. Bas gra główna rolę ze względu na swoją szczegółowość, teksturę i jakość. Jest "mięsisty" rozległy, potrafi nisko zejść, a także przywalić tam gdzie trzeba.
Basu jest więcej niż innych pasm, dodatkowo wszystkie pasma są lekko ocieplone co troszeczkę rozmywa ich szczegółowość. Średnica również jest bogata, pełna i dynamiczna. Sybilizacja niestety jest na równie niskim poziomie co w poprzedniczkach. Wokal natomiast jest gdzieś pośrodku. Nie jest ani bezpośredni, ani pośredni. Niestety górne rejestry to pięta Achillesa. Są one cofnięte, słabej jakości i nie potrafią zagrać wyższych partii. Na pochwałę zasługuje scena i stereofonia, które swoja jakością mogą mierzyć się tylko ze swoim młodszym bratem Pistonem V3. Podsumowując, są to słuchawki funowe, dynamiczne, dobre do biegania, a także do zwykłego słuchania muzyki w chwilach gdy słuchanie jej z o dużo droższych modeli jest nieopłacalne (autobus, praca). Dodatkowo tylko jako jedne z 3 modeli z tego testu nadają się do słuchania szybszej i mocniejszej muzyki (rock, metal).
Xiaomi Piston V3i
Koszt 99 zł
Dokładny opis ich droższych braci stworzyłem tutaj. Różnic pomiędzy tym modelem a V2 jest kilka. po pierwsze pudełko jest zauważalnie niższe. A to dlatego, że w środku znajdziemy tylko same słuchawki, nie mniej jednak równie pięknie zapakowane. Słuchawki te wyposażone zostały w prosty plastikowy jack, płaski kabel z mikrofonem, oraz plastikowe lekko skośne kopułki. Warto zaznaczyć że przyciski na mikrofonie w przypadku iPhona działają tylko na zasadzie stop/start oraz odbierania rozmów. Jedyna rzecz do której się przyczepię to łączenie pomiędzy prostym jackiem a kablem, które po kilku miesiącach używania może po prostu się uszkodzić.
Jako, że są to słuchawki wyraźnie lepsze od całej reszty postanowiłem zrobić o nich oddzielny test, który możecie przeczytać tutaj, a wierzcie mi że warto.

Podsumowując, jestem osobą, która jest zdania, że najlepszym sposobem na poznanie danych słuchawek jest ich przesłuchanie. Dlatego też każdy z Nas może mieć nieco inne zdanie na temat danego modelu. ja jednak postanowiłem wybrać dwie wg. mnie najbardziej opłacalne modele pod względem jakość/cena:
- Brainwavz Delta, ze względu na bardzo niską cenę na która totalnie każdy może sobie pozwolić, a jednocześnie wytrzymałą budowę, oraz całkiem przyzwoita jakość dźwięku.
- Xiaomi Piston V3i, za niespotykana jakość dźwięku w tym przedziale cenowym.