piątek, 7 czerwca 2013

Bon Jovi: What About Now - Recenzja

Mimo iż płyta ukazała się w marcu, dopiero wczoraj udało mi się usiąść w spokoju aby móc posłuchać prawdziwej legendy rocka - Bona Joviego. Zapewne nie jednemu zakręci się łezka w oku na wspomnienie starych, dobrych rockowych lat 80-tych, smaku coli i  pięknych długowłosych dziewcząt. No dobrze ale powróćmy do II-ej dekady XXI wieku, czasów w których rock jest przez wielu uważana za stary i wyleniały gatunek muzyki, do którego już nie powinno się wracać. Dziś zaczyna rządzić indipop i dobry dupstep, nieprawdaż?
No cóż wygląda no to że należę do tej nielicznej grupy młodzieży, którzy tak nie myślą. Kocham stary jazz i dobry mocny rock. No i nade wszystko kocham naszego Bon Joviego. Ale czy nasz idol nie jest już za stary? Czy podoła on zadaniom jakie na niego czekają w dzisiejszych czasach? Jak odnajdzie się w tym nasz już nie tak młody wokalista?  I mógłbym tak mówić w nieskończoność, ale czy kogoś to interesuje? Chyba miałem napisać recenzje nowej płyty, czyż nie?
     No dobra niech Wam będzie. Gdybym miał opisać jaka jest ta płyta przy użyciu trzech słów byłyby to:
-profesjonalizm,
-nowoczesność,
-stary dobry John.
     No dobra to było pięć słów. Ale spokojnie po kolei, o co chodzi z nowym krążkiem, co w nim takiego znajdziemy?   
      What about now to już dwunasta płyta Bona Joviego. Krążek jest bardzo różnorodny pod względem gatunkowym. Znajdziemy w nim przepiękne ballady rockowe ( chociażby Amen ), utwory sofyrockowe ( Thick as Thieves ) jak i lekko mocniejsze i szybsze brzmienia ( Picture of you ). Tematyka standardowo kręci sie wokół miłości ale dotyka także natury egzystencjonalnej. Przed wysłuchaniem płyty byłem ciekaw czy Bon Jovi nadal ma siły aby tworzyć utwory które będą nowoczesne a jednocześnie będą nawiązywały do jego dawnej twórczości. Na szczęście moje obawy stały sie bezpodstawne, gdyż What about now świetnie syntezuje elementy dawnego rocka z dzisiejszymi stylami muzyki.
      Po założeniu słuchawek i włączeniu promującego singla od razu poznałem że to nadal stary, dobry i kochany John skąpany w nowoczesnej stylistyce rocka, która oczywiscie świetnie do niego pasuje. mamy tu do czynienia z dobrze dobranymi utworami w których mozna znaleść słodkie ballady o ukochanej, czy też posłuchać niezłych solówek gitarowych, a wszystko to ozłocone legendarnym głosem Bona Joviego.
     Ale nie wszystko jest tak kolorowe na jakie wygląda. Niestety na płycie standardowo znalazły się utwory, które są nijakie i wątpię czy za parę lat ktokolwiek będzie o nich pamiętał. Zabrakło także zajebistego singla na miarę "Livin on a player" czy "It's my live", który sprawiłby że krążek rozchodziłby się niczym ciepłe bułeczki i przede wszystkim zostałby w naszych głowach na wieki.
  Przejdźmy do ocen cząstkowych:
TEKST: 7/10
MUZYKA: 8/10
WOKAL: 9/10
INNOWACYJNOŚĆ: 7/10

Moja osobista, subiektywna ocena to:

 7+/10

JJohn i tym razem świetnie przesłał do naszych serc "swój" rock, szkoda tylko że jego moc w nas nie wybuchła.

P.S. Gdyby ktoś mnie pytał, który utwór z płyty zrobił na mnie największe wrażenie to byłby to z pewnością "Am with You" Może tekstowo banalny za to brzmieniowo dosłownie boski.