wtorek, 1 kwietnia 2014

Lea Michele: Louder - Recenzja płyty serialowej gwiazdy.

Lea Michele jest amerykańską aktorką teatralną i telewizyjną, znaną z ról Rachel Berry w serialu Glee i Wendli Bergman w musicalu Przebudzenie wiosny. Od samego początku była znana nie tylko ze swoich aktorskich umiejętności, ale przede wszystkim ze swojego głosu, który to przysporzył jej niecodziennej sławy. W serialu Glee wielokrotnie śpiewała covery przeróżnych gwiazd m.in Celine Dion, czy nawet Katty Perry i Beyonce. Barwa jej głosu przykuwała do telewizorów miliony fanów i w końcu pod dużym naciskiem środowiska postanowiła wydać swoją pierwszą płytę zatytułowaną "Louder".

Powiem szczerze, że z dużym dystansem przypatruje się osobom, które wydają swoje płyty na fali popularności seriali w których biorą udział. Najlepszymi przykładami tutaj są zapewne Miley Cyrus, oraz Selena Gomez. Dlatego też, gdy kupiłem na iTunesie płytę Michele nie byłem pewien czy aby na pewno dobrze robię. Na szczęście okazało się, że krążek jest na prawdę przyjemny ;D
     Lea umieściła na nim, 11 utworów, których długość jest dobrze dobrana w stosunku do typu muzyki, dzięki czemu nie miałem żadnych trudności z przesłuchaniem playlisty "na raz". Płyta uraczy nas najpopularniejszym gatunkiem muzyki - mianowicie popem. Jest on podany w łatwy i miły dla ucha sposób. Lea posiada dość specyficzny głos, który można porównać do wokalu Katty Perry z małymi domieszkami Miley Cyrus ( ale nie tej zeszłorocznej, tylko tej z przed kilku lat). Muszę przyznać, że słuchało mi się jej z przyjemnością. Wśród jedynastki kawałków znajdziemy kilka wolniejszych jak i szybszych ballad, a także sporo standardowych dla tego gatunku utworów. To co jest najlepsze w tej płycie to fakt, że słuchając jej ma się wrażenie, że Lea tworzyła muzykę tak, aby wyjąć z popu jedynie to co najlepsze. Dzięki temu zabiegowi utwory posiadają świetnie skomponowaną muzykę, która mimo tempa, oraz ilości instrumentów i efektów dodanych w etapie post-produkcji nie męczą odbiory.
     Powiem więcej sprawiają, że słuchając niemalże każdego utworu mamy wrażenie że właśnie to on powinien być kolejnym hitem list przebojów. Dzięki temu cała płyta jest bardzo wyrównana pod względem jakości kawałków. Nie mniej jednak gdy mocniej się temu przypatrzymy to zauważymy, iż brak tu jakiejkolwiek większej innowacji. Widać Lea wolała trzymać się ustalonych wzorców i zbytnio nie kombinować. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie wymienił kilka gorszych dzieł, do których zaliczyć muszę "Cue the Reiu", i "You're Mine" które na mój gust zbyt przypominają typowe popowe balladki, które po dwóch dniach odchodzą w zapomnienie. No ale nie można mówić o Lei nie napisawszy nic o jej genialnym głosie, w końcu to on jest tutaj najważniejszy.
     To ON nadaje utworom sensu i napełnia je duszą. Wokalistka swoim głosem potrafi wejść dość wysoko jak na typową popową gwiazdeczkę, a w dodatku całość jest potęgowana spokojną, a zarazem pełną emocji barwą, która wraz z muzyką i niebanalnym tekstem bardzo dobrze wkomponowuje się w całość. Tekst, no właśnie tekst, to właśnie on bardzo często sprawia, że powracamy do naszych ulubionych kawałków. Po ostatnio recenzowanej słabej tekstowo "Hydrze", z wielkim entuzjazmem przyjąłem "Louder", gdyż pod względem tekstu wypada nad podziw dobrze. Większość twórców muzyki pop, olewa całkowicie własnie te kwestię tworząc banalne i prostackie kawałki, które będą na tyle proste aby typowy "Kowalski" żłopiący piwsko pod sklepem nie miał problemu z ich zapamiętaniem. W przypadku utworów Michele, mamy do czynienia z ciekawymi i nie rzadko głębokimi tekstami co bardzo mocno sobie cenię.
     Podsumowując, Lea Michele zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie i moim skromnym zdaniem jej najnowsza płyta klasyfikuje ją leciutko wyżej niż zeszłoroczna Katty Perry, Lady Gaga, oraz Miley Cyrus.
Przejdźmy do ocen cząstkowych:
TEKST: 8/10
MUZYKA: 7/10
WOKAL: 8/10
INNOWACYJNOŚĆ: 5/10


Moja osobista, subiektywna ocena to:
7+/10