Tego typu osoby zazwyczaj jeśli decydują się na karierę muzyczną to wybierają typowy, słodki, miękki pop dokładają do tego teksty w stylu "...muszę być silna...", "...już cie nie kocham...", "...tęsknię za tobą..." i najzwyczajniej w świecie trzepią na tym kasę. Taylor jednak taka nie jest. Postawiła na mocny, pewny i drapieżny wokal, dobrała do tego inteligentne teksty o niegrzecznej dziewczynce i kilka mocnych riffów i zwrotek, które szybko wpadają w pamięć.
W wielu kawałkach z najnowszej płyty widać wiele rzeczy, które zespół zaczerpnął z innych wykonawców w tym także od Marilyna Mansona, z którym to The Pretty Reckless dawał wspólne koncerty. Wśród szesnastu kawałków, które z reguły charakteryzują się mocny i charakterystycznym dla Hard Rocka brzmieniem możemy zauważyć także kilka ballad tj: "Waiting for a Friend", czy " House on a Hill ", oraz krótką wiadomość do siostry " Dear Sister". Te wolniejsze kawałki cechują się równowagą, spokojem i dobranymi z głową tekstami, które z pewnością zapamiętamy na dłużej. Nie będę owijał w bawełnę najnowsza płyta The Pretty Reckless naprawdę przypadła mi do gustu. Gołym okiem widać, że nie jest to zespół, który chce po prostu "nachapać" się jak najwięcej "hajsu", lecz grając robi to co lubi.
Wygląda to trochę tak jak gdyby ktoś wrzucił do niego refren z całkiem innej piosenki. Wiem, że czepiam się ale gdy ma się do czynienia z tak dobrą płytą jaka jest "Going to Hell" to taka mała błachostka potrafi napsuć nerwów. Nie mniej jednak Taylor zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie i jak narazie krążek ten jest moim osobistym numerem jeden tego roku. ;D
Przejdźmy do ocen cząstkowych:
TEKST: 9/10
MUZYKA: 9/10
WOKAL: 8+/10
INNOWACYJNOŚĆ: 8+/10
IMERSJA: 9/10
IMERSJA: 9/10
Moja osobista, subiektywna ocena to:
9/10

