Michael Jackson był królem popu za życia i pozostaje nim nawet po śmierci. Nie zmienia to faktu, że jego producent nawet teraz - pięć lat od śmierci chce zarobić na nieżyjącej już gwiazdzie wydając drugi już pośmiertny album wokalisty. Dla wielu osób wydawać się to może zwykłym skokiem na kasę, ale czy czasem za górą szmalu nie kryje się ekipa ludzi, którzy są w stanie włożyć mnóstwo serca, aby stworzyć coś niezapomnianego i niecodziennego? Czy nowa płyta "Xscape" to aby na pewno jedynie świetny dowód na chciwość i pazerność ludzi?
Michael przez całe swoje życie jak każdy muzyk ułożył wiele kawałków, które nigdy nie ujrzały światła dziennego. I to właśnie takich utworów, pochowanych na dyskach postanowił szukać wydawca. Po kilku letnich poszukiwaniach i odrzuceniu słabych, oraz w nikłym stopniu skończonych projektów ostatecznie na płycie producent umieścił osiem z nich. W standardowej wersji dostaniemy osiem z edytowanych przez producenta kawałków, natomiast w wersji deluxe dostajemy dodatkowo te same osiem utworów, lecz w wersji oryginalnej nagranych bez ingerencji producenta. Po przesłuchaniu płyty nie mam żadnych wątpliwości co do jakości nagrań tych oryginalnych jak i edytowanych - są świetne ;).
Ale pokoleji. Co prawda nagrania pochodzą w różnych etapów kariery Michaela, ale w większości nagrane zostały w wcześniejszych okresach życia króla popu. Najbardziej przypominają mi te nagrane z albumu "Bad". Charakterystyczny głos Michaela, zapadająca w ucho muzyka charakterystyczna właśnie dla jego utworów z tego okresu sprawiają wrażenie lekkiego cofnięcia się w czasie i zarazem są w pewnym sensie ukłonem w stronę starych fanów Jacksona. Michael zawsze w tworzeniu muzyki dążył do doskonałości, dlatego próba ukończenia oraz przetworzenia na współczesne standardy kilkunastoletnich utworów to nie lada wyzwanie.
Podobnie jak w przypadku zeszłorocznej Beyonce, tak i tutaj mam nie odparte wrażenie, że przy edycji piosenek pracował dość duży sztab obeznanych w temacie ludzi. Za tak dobrą robotę należą im się wielkie brawa. Kolejna kwestia to teksty, które w całości zostały stworzone przez naszego króla i zaimplementowane zostały w niezmienionej formie. Michael znany był ze świetnych, niebanalnych, często tworzonych na zasadzie opowieści tekstów do swoich dzieł. Podobnie mamy i tym razem. Słowa są proste, posiadają podwójne dno, powiększaja naszą wyobraźnię i przenoszą do innej krainy.
Każdy utwór ma coś w sobie, ale pod względem dobierania słów na szczególną uwagę zasługują: opowiadające o krainie szczęśliwości "A place with No Name", o trudach codziennego życia "Slave to the Rhythm", oraz "Xscape", które idealnie wpasowuje się w dzisiejszą walkę o anonimowość. Głoś Michaela to rzecz niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. To właśnie ta niesamowita barwa i wysokie brzmienie zapewniły mu status super-gwiazdy. Nikt tak mocno jak Jackson nigdy nie eksponował swoimi uczuciami jak Jackson, potrafił on przelać w muzykę 100% swoich uczuć. Dlatego też za każdym razem gdy wydawał nową płytę każdy był ciekaw co nowego tym razem przygotuje król popu dla swoich fanów. Podobnie jest i tym razem płyta aż kipi od emocji i uczuć.
Podsumowując, obdarowani zostaliśmy tym razem świetną płytą, która jest cofa Nas do czasów wielkiej świetności Michaela Jacksona i myślę że to jest właśnie najważniejsze ;D
Przejdźmy do ocen cząstkowych:
TEKST: 910
MUZYKA: 8+/10
WOKAL: 10/10
INNOWACYJNOŚĆ: 8+/10
Moja osobista, subiektywna ocena to:
9/10


