wtorek, 11 listopada 2014

Ewelina Lisowska: Nowe Horyzonty - Recenzja

Gdy Ewelina Lisowska ogłosiła, że wyda nową płytę byłem dosłownie wniebowzięty. W końcu to właśnie jej poprzednią płytę zrecenzowałem w pierwszym poście na moim blogu. Oprócz tego bardzo lubię Ewelinę za jej głos, styl bycia i odwagę. Krążek "Aero-Plan" był dla mnie czymś bardzo ważnym, jest dowodem na to że Polacy potrafią połączyć rock z popem na światowym poziomie. Jej piosenki towarzyszyły mi wielokrotnie podczas długich, samotnych dni, a także podczas testowania rozmaitego sprzętu muzycznego. Zatem jak już zauważyliście zapewne, moje oczekiwania co do tej artystki były dość wysokie.

     O ile poprzedni album można nazwać połączeniem rocka z popem o tyle "Nowe Horyzonty" to krążek tylko popowy, nie mniej jednak zawiera w sobie wiele domieszek innych gatunków w tym reggae, dupstep, oraz odrobinę elektroniki. Powiem szczerze, że podczas pierwszego odsłuchu byłem lekko zawiedziony, nie spodziewałem się aż takiej różnicy w stosunku do poprzedniej płyty. Z początku brakowało mi bardzo tego rockowego przytupu znanego z kawałków takich jak "Gram nadziei", czy "Zmierzch". Na szczęście z każdym kolejnym utworem mój pesymizm znikał i zastępował go szeroki uśmiech na twarzy.
     "Nowe Horyzonty" to naprawdę dobra płyta, może nie ma w sobie tej rockowe duszy, ale za to w tłumie innych popowych krążków wyróżnia się kilkoma ważnymi cechami. Zawsze uwielbiałem mocny, pewny i zarazem uwodzicielki głos Ewelinki, widać, że od ostatniej płyty wokalistka dużo ćwiczyła i dzięki temu operuje swoim głosem pewniej i dokładniej, częki czemu mamy wrażenie obcowania z fantastycznym głosem. Najlepiej obrazują to kawałki "Na obcy ląd", oraz "Nowe Horyzonty". Zaskoczyła mnie również jakość nagranej muzyki. Jak zapewne pamiętacie na poprzedniej płycie znalazło się kilka kawałków nagranych słabym sprzętem, co przekładało się chociażby na znienawidzoną przeze mnie sybilizację.
     Tym razem nie uświadczymy niczego podobnego, świetnie widać, że Ewelina wyniosła z tego odpowiednie wnioski i przyłożyła się do stworzenia utworów w o dużo lepszej jakości. Muzycznie płyta wypada również dobrze. Mamy dużą różnorodność zaczynając od wolnej ballady "Szkło", poprzez dobrze dobrane, wielowymiarowe "Intro" kończąc na szybkim "Niebo/Piekło". W utworach z najnowszej płyty podobnie jak w przypadku poprzedniej czuć zapał i uczucia które towarzyszyły Ewelinie podczas tworzenia kawałków. Są one tak wyraźne, że podczas słuchania udzielają się one słuchaczom i sprawiają, że odbiorca wypełnia się nimi. Podczas dokonywanych odsłuchów było ciężko usiedzieć mi na miejscu, gdyż nogi same ciągnęły mnie do tańca.
     Jak zapewne zauważyliście w większości recenzji popowych płyt prawie zawsze czepiam się bezsensownych słów i dobieranych tekstów do piosenek. Wg mnie to właśnie one są największą bolączką dzisiejszych czasów. Mocno trzymałem kciuki za Ewelinkę i również pod tym względem mnie nie zawiodła, chociaż powiem szczerze, że mogło być lepiej. Utwory zahaczają o typową dla popu tematykę, a więc mamy dużo, miłości, ucieczki, przestróg i typowych dla wokalistki tekstów owianych tajemnicą. Nie mniej jednak wolałbym bardziej konkretne teksty, takie jak chociażby zastosowane w "Aero-Plan II", czy też "W Stronę Słońca" Na krążku znajdziemy dziesięć kawałków, oraz rozpoczynające płytę intro. Prawie wszystkie z nich są godne polecenia, gdyż każde z nich coś w sobie posiada unikalnego. Niemniej jednak gdybym miał wybrać słabsze numery to byłyby to "Zaklinam Cię", oraz "Kameleon".
Podsumowując, dostaliśmy kawał naprawdę porządnej płyty. Jedni będą marudzić, że jest zbyt mało rocka, ale mi to nie przeszkadzało, gdyż i tak bawiłem się bardzo dobrze.
Przejdźmy do ocen cząstkowych:
TEKST: 7+/10
MUZYKA: 8/10
WOKAL: 8+/10
INNOWACYJNOŚĆ: 7+/10

Moja osobista, subiektywna ocena to:
8/10